Instalacja Katarzyny Kozyry „Łaźnia” należy do tych prac, które nie pozwalają spokojnie patrzeć. Zestawia codzienność kobiecej łaźni z historią malarstwa, a przy okazji pyta o granice prywatności, społeczne wyobrażenia na temat ciała i władzę spojrzenia. Poniżej analizuję formę dzieła, jego najważniejsze znaczenia, kontrowersje związane z ukrytą kamerą oraz związek z „Łaźnią męską”.
Jedna instalacja otwiera kilka trudnych pytań o ciało i patrzenie
- Rok 1997 i budapeszteńska łaźnia w Hotelu Gellért stanowią punkt wyjścia pracy.
- Instalacja składa się z sześciu kanałów wideo, czyli jednego dużego ekranu i pięciu monitorów.
- Kozyra pokazuje kobiety bez pozowania, z ciałami różnymi od medialnego ideału piękna.
- Odwołania do Ingres’a i Rembrandta zderzają tradycję aktu z realnością współczesnych ciał.
- Ukryta kamera sprawia, że interpretacja dzieła musi obejmować także etykę podglądania i brak zgody filmowanych osób.

Co właściwie pokazuje Łaźnia Kozyry
„Łaźnia” powstała w 1997 roku jako wideoinstalacja nagrana w kobiecej łaźni termalnej Hotelu Gellért w Budapeszcie. Kozyra wykorzystała ukrytą kamerę, dzięki czemu zarejestrowała kobiety podczas mycia, odpoczynku, rozmów i suszenia się ręcznikami. Nie występują one przed obiektywem jak modelki. Ich ruchy są zwyczajne, czasem niezgrabne, pozbawione świadomości, że za chwilę staną się częścią dzieła sztuki.
Od strony technicznej praca nie jest pojedynczym filmem. Składa się z jednego dużego ekranu oraz pięciu monitorów. Na głównym ekranie pojawia się zmontowany materiał, w który wpleciono reprodukcje klasycznych obrazów. Monitory pokazują bardziej surowe, nieedytowane fragmenty nagrań. Taki układ zmusza mnie do przełączania uwagi między estetyczną kompozycją a dokumentalnym zapisem.
Opis kolekcji Zachęty dobrze oddaje tę dwoistość. Z jednej strony oglądamy przemyślaną instalację wideo, z drugiej materiał, który zachowuje wrażenie przypadkowego podglądania. Właśnie napięcie między tymi dwoma porządkami sprawia, że praca nie sprowadza się do filmu o kobietach w kąpieli.
Łaźnia jako przestrzeń codzienności
Łaźnia jest miejscem publicznym, ale zachowanie osób, które z niej korzystają, ma wyraźnie prywatny charakter. Ciało nie jest tu prezentowane po to, by zachwycać. Kobiety wykonują czynności higieniczne, pomagają sobie, leżą w saunie i rozmawiają. Nie grają roli, a przynajmniej nie mają powodu, by świadomie jej odgrywać.
To ważne, bo sztuka aktu przez stulecia przedstawiała nagość jako coś uporządkowanego i atrakcyjnego. Kozyra wprowadza do galerii ciała starsze, obwisłe, zmęczone i niedopasowane do reklamowego kanonu. Nie robi tego jednak w formie prostego manifestu. Zmusza widza, by sam zauważył, jak bardzo jego oczekiwania wobec nagości zostały ukształtowane przez kulturę.
Między klasycznym aktem a prawdziwym ciałem
Film rozpoczyna się i kończy nawiązaniami do „Łaźni tureckiej” Jeana-Auguste’a-Dominique’a Ingresa oraz „Zuzanny i starców” Rembrandta. Te obrazy nie są dekoracyjnym dodatkiem. Ustawiają współczesną scenę w długiej historii przedstawiania nagiego ciała i pokazują, że sposób patrzenia nigdy nie jest całkowicie niewinny.
U Ingresa kąpiące się kobiety tworzą niemal idealny, zamknięty świat malarskiej harmonii. U Kozyry podobna sytuacja zostaje rozbita przez przypadkowość, starzenie się i fizyczną prawdziwość. Zamiast wygładzonej kompozycji dostajemy ciała, które nie muszą niczego udowadniać. To właśnie dlatego zestawienie z malarstwem działa tak mocno: widz zaczyna porównywać nie tylko obrazy, ale także własne przyzwyczajenia estetyczne.
Kto patrzy i kto jest oglądany
W pierwszej chwili można uznać, że kamera po prostu obserwuje kobiety. Po chwili sytuacja się komplikuje. To także widz zostaje postawiony pod znakiem zapytania, ponieważ patrzy na osoby, które nie wyraziły zgody na filmowanie i nie wiedziały, że są obserwowane.
Nie odczytuję tej pracy jako łatwej pochwały naturalności. Kozyra nie mówi przecież, że każde podglądanie staje się sztuką, gdy zostanie dobrze zmontowane. Jej gest jest skuteczny właśnie dlatego, że pozostaje dwuznaczny. Pokazuje ciała poza kanonem, ale robi to za pomocą narzędzia, które samo narusza granicę intymności.
W tym sensie „Łaźnia” dotyczy nie tylko nagości, lecz także mechanizmu spojrzenia. Widz może poczuć zakłopotanie, ciekawość, dyskomfort albo zachwyt. Żadna z tych reakcji nie jest neutralna. Każda coś mówi o tym, jak nauczyliśmy się oceniać cudze ciało.
Ukryta kamera zmienia sposób interpretacji
Największa kontrowersja związana z instalacją nie wynika wyłącznie z obecności nagości. Chodzi przede wszystkim o metodę pracy. Artystka filmowała osoby w sytuacji, którą mogły uważać za bezpieczną i wolną od publicznego spojrzenia. Brak świadomej zgody nie jest tu pobocznym szczegółem, lecz częścią problemu, który dzieło uruchamia.
Można bronić tej decyzji, wskazując, że jawna kamera zmieniłaby zachowanie filmowanych osób. Zaczęłyby pozować, zasłaniać się albo kontrolować każdy gest. Kozyra chciała zobaczyć, jak ludzie zachowują się poza presją występu. Ten argument wyjaśnia wybór artystyczny, ale nie usuwa pytania o odpowiedzialność wobec uczestniczek nagrania.
Moim zdaniem najuczciwsza interpretacja powinna utrzymać oba stanowiska jednocześnie. „Łaźnia” jest ważną pracą o ciele, ale nie dlatego, że rozwiązuje problem podglądania. Jest ważna, ponieważ zmusza do zauważenia, że krytyka norm piękna może być przeprowadzona przy użyciu równie niepokojącej formy władzy.
Przeczytaj również: Listy Vincenta van Gogha do Theo - jak czytać je z obrazami
Dlaczego nie wystarczy powiedzieć, że to skandal
Ograniczenie interpretacji do słowa „skandal” spłaszcza dzieło. Taka etykieta skupia uwagę na sensacji i pomija montaż, historię sztuki oraz relację między dokumentem a inscenizacją. Z drugiej strony określanie instalacji wyłącznie jako odważnego eksperymentu również byłoby zbyt wygodne, bo usuwałoby osoby filmowane z pola widzenia.
Przy analizie tej pracy najlepiej rozdzielić trzy pytania. Co widzę? Codzienne zachowania i nieidealizowane ciała. Jak to zostało pokazane? Za pomocą ukrytej kamery, montażu i odniesień do malarstwa. Co robi ze mną ta sytuacja? Wciąga mnie w rolę obserwatora, choć jednocześnie uświadamia mi moralny koszt patrzenia.
Łaźnia I i Łaźnia męska pokazują dwie różne wspólnoty
Pierwsza instalacja nie kończy historii. W „Łaźni męskiej” z 1999 roku Kozyra weszła do męskiej przestrzeni, ucharakteryzowana na mężczyznę. Wykorzystała sztuczny zarost i silikonowy penis, a nagranie powstało dzięki ukrytym kamerom wniesionym przez współpracowników. Ten gest nie jest tylko anegdotą o przebraniu. Podważa przekonanie, że płeć i dostęp do określonej przestrzeni są zawsze oczywiste.
| Element | „Łaźnia” | „Łaźnia męska” |
|---|---|---|
| Rok | 1997 | 1999 |
| Miejsce | Kobieca łaźnia Hotelu Gellért w Budapeszcie | Męska łaźnia w Budapeszcie |
| Pozycja artystki | Obserwatorka korzystająca z ukrytej kamery | Kobieta wchodząca do zamkniętej przestrzeni pod postacią mężczyzny |
| Najważniejszy problem | Ciało, starzenie się, prywatność i kanon piękna | Płeć jako konstrukcja, dostęp, podglądanie i tożsamość |
| Układ pracy | Duży ekran i pięć monitorów | Cztery ekrany tworzące układ przypominający oktagon |
W „Łaźni” kobiety zajmują się higieną, odpoczynkiem i wzajemną pomocą. W części męskiej ważniejsza staje się obecność innych mężczyzn, obserwowanie i bycie obserwowanym. Nie traktowałbym tego jako prostej reguły dotyczącej wszystkich kobiet i wszystkich mężczyzn. To raczej artystyczny kontrast dwóch modeli zachowania, który pokazuje, jak przestrzeń i normy płci wpływają na codzienne gesty.
Za „Łaźnię męską” Kozyra otrzymała wyróżnienie honorowe na Biennale w Wenecji w 1999 roku. Ten fakt jest istotny nie dlatego, że nagroda automatycznie potwierdza wartość dzieła. Pokazuje raczej, że kontrowersyjna praca została odczytana jako ważny głos w międzynarodowej sztuce krytycznej.
Jak opisuje Culture.pl, obie realizacje pozwalają przyjrzeć się temu, jak płeć organizuje zachowanie w przestrzeni publicznej. Ich zestawienie poszerza interpretację pierwszej pracy. „Łaźnia” nie mówi wyłącznie o kobietach i ich ciałach, ale także o tym, kto może patrzeć, kto może wejść i kto zostaje uznany za naturalnego użytkownika danego miejsca.
Jak napisać dobrą analizę tej instalacji
W szkolnej, akademickiej albo kuratorskiej analizie łatwo zatrzymać się na opisie nagich kobiet. To za mało. Ja zacząłbym od krótkiego przedstawienia medium, miejsca i daty, a dopiero później przeszedł do interpretacji. Dzięki temu argument nie unosi się w próżni, lecz wynika z konkretnych cech pracy.
- Opisz formę. Zaznacz, że to sześciokanałowa wideoinstalacja, a nie pojedynczy film.
- Wyjaśnij sposób filmowania. Ukryta kamera wpływa na autentyczność obrazu, ale jednocześnie rodzi problem zgody.
- Przeanalizuj ciało. Zwróć uwagę na wiek, różnorodność sylwetek i brak pozowania.
- Omów odniesienia do malarstwa. Ingres i Rembrandt pokazują, że Kozyra prowadzi dialog z tradycją aktu.
- Włącz widza do interpretacji. Zapytaj, co oznacza patrzenie na osoby, które nie wiedzą, że są obserwowane.
- Dodaj porównanie z „Łaźnią męską”. Ten kontekst pomaga zrozumieć temat płci, dostępu i konstruowania tożsamości.
Najczęstszy błąd polega na przypisaniu pracy jednego przesłania, na przykład „Kozyra pokazuje prawdziwe piękno”. To hasło brzmi atrakcyjnie, ale jest zbyt ogólne. Lepsza analiza pokaże, że dzieło jednocześnie demaskuje kanon piękna, angażuje widza i narusza jego komfort moralny.
Dlaczego ta praca nadal pozostaje niewygodna
Siła „Łaźni” nie polega na tym, że po niemal trzydziestu latach temat nagości stał się mniej szokujący. Jej aktualność wynika z czegoś innego. Nadal żyjemy w kulturze, w której ciało jest nieustannie fotografowane, oceniane i publikowane, a granica między dokumentem, sztuką i naruszeniem prywatności pozostaje płynna.
Instalację Katarzyny Kozyry najlepiej oglądać bez pospiesznego zachwytu i bez równie pospiesznego potępienia. To praca, która wymaga ode mnie podwójnej uwagi: wobec przedstawionych ciał oraz wobec własnej pozycji jako widza. Jej najważniejszy efekt pojawia się wtedy, gdy pytanie o to, czy ciało jest piękne, ustępuje pytaniu o to, kto ma prawo na nie patrzeć.